Miłość Eucharystyczna

 

Miłość eucharystyczna
Część 1

„Czyż serce nasze nie pałało w nas?” (Ł.24,31)

Chryste Panie! Codziennie pożywam Ciebie pod postacią Chleba Miłości i długie nieraz chwile trwam przed Tobą Utajonym w tym Sakramencie Miłości. Są  to te momenty, w których niejako dotykam się Ciebie – dotykam się Miłości. I czynię to ja, tak bardzo spragniony prawdziwej Miłości. I- tak się mi przynajmniej wydaje – tym chyba należy tłumaczyć to, że tak często tutaj i przy każdej niemal okazji skarżę się na brak Miłości w świecie, a nawet występuje w roli surowego oskarżyciela drugich, wyliczając tak liczne według mego zdania objawy ich nie miłości. W tym wszystkim tracę już nieraz orientację duchową i nie wiem, czy łudzę się czy nie jakimś przeświadczeniem tylko, że przystępuję do Ciebie i karmię się Tobą po to, aby naprawdę zaspokoić swój głód Miłości.

Cóż bowiem stwierdzam u siebie? Oto nieraz zdarza mi się, że odchodzę od Ciebie w jakimś smutnym nastroju jakby wystraszony idę między ludzi. Czy to ma być objawem, ze faktycznie spotkałem się z Twoją Miłością i zakosztowałem Jej? Chyba nie! – Wiedziony jakimś duchowym instynktem wyczuwam, że będzie nim to, iż – chociaż będę pozostawał w szarej rzeczywistości codziennego trudu – to jednak równocześnie będę pragnął i pożądał, aby serce moje i wszystkie władze mej duszy nie tyle doznawały miłości, ile raczej by rozgorzały Miłością świętą czystą i niepokalaną: by po prostu stały się uczestnikami Twojej Miłości.

Chryste! W głębokiej skrusze wyznaję Ci, że moje „ja” nieraz zakłóca mój stosunek do Ciebie dającego się mi na codzienny Pokarm w Uczcie Eucharystycznej. To „ja” tak często psuję harmonię. Jaka powinna zaistnieć między Tobą, a moim życiem, harmonię Miłości Twojej i mojej, zamkniętej w Tobie i z Tobą zjednoczonej. Nieraz już w przeszłości szamotałem się z tym rozdwojeniem. Teraz zmęczony tą bezowocną walką – a w każdym razie tak bardzo znikomo skuteczną – przychodzę do Ciebie i błagam Cię z dziecięca ufnością: naucz mnie kochać! Naucz mnie Miłości czynnej, ofiarnej, wielkiej – Miłości Twojej!

Przyszedłem na świat, aby ogień posiać. I jednego tylko chcę: aby był zapalony”...

Chryste! Całe Twoje życie to zobrazowanie tych słów. Zstąpiłeś na ziemię niby płonąca pochodnia Miłości Odwiecznej. Gdzie tylko pojawiłeś się, tam natychmiast Twoje pełne Miłości czyny, słowa, spojrzenia, ruchy , a nawet samo trwanie, podobne do iskier tryskających z płonącego ogniska zapalały innych czystą Miłością. Przeszedłeś przez Swe życie dobrze czyniąc. Aż w końcu, umiłowawszy swoich, do końca ich umiłowałeś, dając się na okup za wielu. Ale Twoja nieskończona i bezgraniczna Miłość sprawiła jeszcze to, iż pozostałeś z nami po wszystkie dni, ustanawiając Sakrament Miłości. I oto, przystępując do dokonania tego cudu Swej Miłości powiedziałeś: „ Pożądaniem wielkim pożądałem pożywać z wami tę Paschę”. A potem – gdy już zapewniłeś Sobie i nam przebywanie z nami pod postaciami Chleba i Wina; gdy już ustanowiłeś Sakrament Miłości i Kapłaństwo zapewniając trwałość Twojego pobytu wśród nas- wypowiedziałeś słowa nabrzmiałe Miłością: „ Nie bójcie się! Nie zostawię was sierotami! Oto ja jestem z wami aż do skończenia czasu, Ufajcie! Jam zwyciężył świat!”.

Chryste Panie! Tak! Tyś faktycznie zwyciężył świat – Twoja Miłość zwyciężyła go! Oto jesteś z nami jak ta gorejąca żagiew Miłości zstępujesz do nas podczas Uczty Eucharystycznej, aby zapalić nas Swoją Miłością; aby zjednoczyć nas ze Sobą i ogniem Swojej Miłości objąć wszystkich, aby przez nas jako Swe narzędzia w widoczny dla świata sposób bezustannie czynić wszystkim dobrze aż do końca – aż do dawania się na okup za wielu! Zaiste Twoja Miłość stworzyła ten Najświętszy Sakrament i w Nim zamieszkała między nami... i przezeń zamieszkuje też w nas przy każdej Komunii św.!

Jezu! Oto przyjmuję Cię codziennie. Dlaczego więc serce moje nie pała we mnie? Czyż tak wielkim jest mój egoizm, iż nie pozwala na zapalenie mnie Twoją Miłością? – W tej chwili pojmuję, że dopóty nie będę całkowicie zagarnięty przez Ciebie, dopóki nie poddam się Tobie bez zastrzeżeń; że dopóty nie będzie we mnie właściwego owocu Sakramentu Eucharystii, jakim jest Miłość, dopóki nie pozwolę na to, byś spalał we mnie mój egoizm... dopóki nie przestanę myśleć o Miłości po swojemu...dopóki nie zacznę wsłuchiwać się w Ciebie, kończąc z podsuwaniem Ci różnych swoich pragnień, pożądań  itp., byś je wypełniał. Tak! To one są jakoby pancerzem, którym zasłaniam się przed Twoim działaniem na mnie, we mnie i przeze mnie...

Chryste ja muszę inaczej postępować! Muszę zrozumieć i uznać praktycznie to, iż mam przedstawić Tobie swoje serce wypróżnione ze wszystkich pożądań poza jednym być zapalonym przez Twoją Miłość... być gotowym dosłownie na wszystko, czego Ty chcesz – czego chce Twoja Miłość, dająca się za nas, aby wszyscy w obfitości mieli życie Boże! – Ja muszę – jeżeli chcę zakosztować rozkoszy uczestnictwa w Twojej Miłości – pozwolić na to, aby być spalonym ze wszystkim, co trąci nutę „ja”. Tylko wtedy bowiem zapanujesz we mnie wszechwładnie.- Jakże teraz zrozumiałe są dla mnie słowa św. Pawła: „A ja wszystko poczytam sobie za śmiecie, byle tylko pozyskać Chrystusa... Nic mnie już wtedy nie odłączy od miłości Pana naszego Jezusa Chrystusa!”

Nieraz już słyszałem te słowa. Ale nie dokładałem starań, by je zgłębić, bo z miejsca niejako mroziłem je wątpiącym sceptycyzmem: Czy to jest możliwe? – Teraz już wiem, że na to jest jedna tylko rada: wtedy właśnie podchodzić do Ciebie w Eucharystii i przyjmować Cię w dzień jak powszedni  Chleb mojej duszy. A przede wszystkim uznać i żyć na co dzień tą prawdą, że Komunia św. oraz Twoja Eucharystyczna obecność, to jakoby pewnego rodzaju podmuch żaru Miłości na duszę- podmuch na dogasający ogień miłości we mnie. Bo przecież żar Twojej Miłości tyle razy już wkładałeś w me serce i wkładasz bez przerwy! Lodowate jednak przeciągi różnorakiego rodzaju egoizmu stale głuszą ogień Twojej Miłości. Wtedy przyjęcie Ciebie, albo nawet klęknięcie przed Tobą, to jakoby poddanie się Twojemu podmuchowi, pod którego wpływem ognisko Twej Miłości we mnie rozpala się na nowo. Zawsze jednak muszę pamiętać o tym, że Komunia św. jest Pokarmem serca! A serce moje stale zgłodniałe jest tego samego Pokarmu: Miłości! I gdzież mam szukać tego pożywienia, jak nie u Ciebie, Chryste – Wcielona Miłości? Jak nie w miłosnym zjednoczeniu się z Tobą podczas Uczty Eucharystycznej?

Jezu! Faktem jest, że pragnę kochać, bo szczerze chcę poddać się w całości przykazaniu miłości Boga ponad wszystko i bliźniego dla Boga. Wszak to ma być moim „dowodem osobistym”, świadczącym, żem Twoim wyznawcą. Chcąc zaś tak kochać, muszę żyć Tobą, bo przecież Sam powiedziałeś: „Miłujcie siebie wzajemnie, jakom ja was umiłował”...

A jak ta Twoja Miłość wygląda na co dzień teraz? Uczy mnie tego Eucharystia! – Dlatego muszę komunikować, aby móc kochać, jak Ty...aby móc kochać Eucharystycznie!

Chryste! O cóż więc teraz błagać Ciebie? Chyba tylko o jedno: pozwól mi, abym przyjmując Ciebie w Komunii św., coraz bardziej przyjmował w siebie wraz z Tobą żar Twojej Miłości. A Ty jednocząc się ze mną, zagarniaj mnie z dnia na dzień coraz więcej i czyń ze mną płonącą iskrę Twojej Miłości, która by Twoją mocą i siłą zapalała innych, aby wszyscy stawali się jedno w Tobie, jako Ty z Ojcem jedno jesteście. Oto Panie Jezu Chryste, masz mnie całego! Oddaję się Tobie, abyś puścił we mnie ogień Twej Miłości i aby ten ogień zapalił mnie i trawił mnie na tej ziemi dla chwały Ojca i dobra ludzi tak długo i w taki sposób, jak się to podoba Tobie, o Jezu, gorejące ognisko nieskończonej Miłości!